To był jeden
z najpiękniejszych wieczorów mojego życia. Pomimo oślepiających świateł,
przepychających się ludzi, podeptanych stóp i zmęczonych rąk od ciągłego
trzymania w górze…. Tak, najpiękniejszy wieczór, ponieważ dzisiaj spełniły się
moje marzenia.
Nie dałam się. Chociaż ludzie tratowali mnie,
chcąc być na moim miejscu, jak najbliżej sceny, dzielnie odpierałam ataki i
udało się. Dostrzegł mnie w śród tłumu i z uśmiechem wyciągnął w moją stronę
rękę. Czując zbierające się pod powiekami łzy, chwyciłam jego dłoń, nie
zapomniałam jednak o przyjaciółce i już po chwili obie byłyśmy na scenie, wraz z innymi szczęśliwcami.
Zaczęli grać Closer to the Edge, mój ukochany utwór. Ludzie śpiewali wraz z
nimi, skakali na scenie, robili zdjęcia. Ja niestety nie dałam rady, ręce mi
się trzęsły z ekscytacji i każde zdjęcie wychodziło rozmazane. Postanowiłam dać
sobie spokój i dobrze się bawić wraz z Zoe.
Wiele razy widziałam w telewizji czy w teledyskach, jak Jared skakał, ładował w ludzi pozytywną energię, ale zobaczyć to na żywo.... To zupełnie co innego.... Nie mogłam dłużej hamować łez, poleciały po policzkach, po tym jednym zdaniu:
- I love you Poland! - Krzyknął Jared.
~&~&~&~
Witajcie :) Jest to moje pierwsze Marsowe opowiadanie. O czym opowiada? O dwóch dziewczynach, których marzenia spełniają się, choć muszą za to słono zapłacić. Mam nadzieję że spodoba Wam się i znajdę stałych czytelników :) Pozdrawiam gorąco :*
Hej :) Zostawiłaś kiedyś komentarz na moim blogu i przyszłam cię powiadomić, że właśnie dodałam nowy rozdział :)
OdpowiedzUsuńFor z http://answer-and-fight.blogspot.com/